Ktoś zaproponował Ci dodanie firmy do trzystu katalogów za dwieście złotych. Google wie o tych katalogach i wie, ile są warte. Wartość ma kilkanaście miejsc, a nie trzysta.

To wzmianka o Twojej firmie w sieci zawierająca nazwę, adres i telefon, niezależnie od tego, czy prowadzi do niej link. Google zbiera te wzmianki i traktuje jako potwierdzenie, że firma istnieje i działa tam, gdzie deklaruje.
Cytowanie bez linku też się liczy. Wzmianka w lokalnym portalu informacyjnym bywa warta więcej niż wpis w katalogu, do którego nikt nie zagląda.
Kilkanaście dobrze dobranych. Sens mają: mapy i serwisy nawigacyjne, duże polskie katalogi firm, portale branżowe dla Twojej dziedziny, lokalne portale miejskie, izby gospodarcze i organizacje branżowe, do których należysz.
Po kilkunastu pozycjach krzywa się spłaszcza. Setny katalog nie robi nic poza zajmowaniem Twojego czasu i tworzeniem kolejnego miejsca, w którym za rok będziesz miał nieaktualny numer telefonu.
Wejdź na katalog i sprawdź trzy rzeczy. Czy da się tam znaleźć firmę przez wyszukiwarkę serwisu. Czy wpisy mają treść, czy są automatycznie wygenerowanymi listami. Czy serwis wygląda na odwiedzany przez ludzi.
Jeśli katalog istnieje po to, żeby publikować linki, Google traktuje go jak śmieć. Wpis tam nie zaszkodzi, ale nie ma po co za niego płacić.
Zacznij od profilu w Google, bo to on jest wzorcem. Potem Apple Maps i pozostałe mapy, bo część klientów korzysta z nich zamiast z Google. Potem duże polskie katalogi. Potem branżowe. Na końcu lokalne portale miejskie.
Każdy wpis uzupełniaj dokładnie tym samym zapisem nazwy, adresu i telefonu, który masz w wizytówce.
Lekarz w serwisie z rejestracją do specjalistów, mechanik w serwisie porównującym warsztaty, fotograf w katalogu usług ślubnych. Te miejsca przyprowadzają klientów bezpośrednio, a przy okazji stanowią cytowanie.
Jedno takie miejsce jest warte więcej niż pięćdziesiąt ogólnych katalogów, bo poza sygnałem dla Google daje realny ruch.
Pakietów „dodamy Cię do 300 katalogów”. Serwisów żądających opłaty za samo utrzymanie wpisu. Katalogów, które przy rejestracji proszą o dane logowania do Twojego profilu Google.
Ostatni punkt to nie jest teoria. Dostęp do wizytówki oddawaj wyłącznie firmie, z którą masz umowę, i wyłącznie na poziomie uprawnień, który da się odebrać.
Zrób arkusz z listą miejsc, w których masz wpis, i linkiem do każdego z nich. Przy zmianie numeru albo adresu przechodzisz listę raz i masz spokój.
Bez takiej listy po dwóch latach nie pamiętasz, gdzie w ogóle jesteś, a stare dane zostają w sieci i podważają Twój profil.
Działa jako potwierdzenie, że firma istnieje pod danym adresem. Wartość mają kilkunastu dobrze dobrane serwisy, a nie masowe pakiety z setkami wpisów.
Kilkanaście: mapy i serwisy nawigacyjne, duże polskie katalogi, portale branżowe, lokalne portale miejskie i organizacje, do których należysz. Powyżej tego przyrost wartości jest znikomy.
Ma. Google zbiera wzmianki zawierające nazwę, adres i telefon niezależnie od tego, czy prowadzi z nich link. Wzmianka w lokalnym portalu bywa warta więcej niż link z katalogu bez odwiedzin.
Zwykle nie zaszkodzi, ale też nie pomoże. Największe ryzyko to rozsianie po sieci danych, które za rok będą nieaktualne i których nie będziesz w stanie poprawić.
Sprawdź, czy da się w nim znaleźć firmę przez wyszukiwarkę serwisu, czy wpisy mają treść pisaną przez ludzi i czy serwis wygląda na odwiedzany. Katalog istniejący wyłącznie po to, by publikować linki, nic nie wnosi.
Nie. Dostęp do profilu przekazuj wyłącznie firmie, z którą masz umowę, przez oficjalne zaproszenie do zarządzania, które w każdej chwili możesz cofnąć.
Zdjęcie w nagłówku: fotografia
autorstwa Ilya Semenov
z serwisu Unsplash,
udostępniona na licencji Unsplash.
Pełny adres zdjęcia: https://unsplash.com/photos/wooden-card-catalog-drawers-with-labels-fCnYbTnJASs?utm_source=twojklient&utm_medium=referral
Bezpłatna konsultacja 30 minut — analizujemy Twój profil GBP i pokazujemy konkretny plan działania. Zero zobowiązań.
📅 Umów bezpłatną konsultację